Dziś parę słów o rozświetlaczach do twarzy – uważam, że zbyt mało dziewczyn ich używa, a potrafią zdziałać cuda!
Większość sądzi, że fluid, róż, tusz do rzęs i błyszczyk to podstawa dobrego makijażu. Niektóre dziewczyny – jak ja – dbają również o swoje brwi. Tymczasem dobry rozświetlacz oraz dobry bronzer to niesamowicie potrzebne produkty – zamaskujemy nimi wszystkie niedoskonałości naszych młodych twarzy oraz odciągniemy uwagę od tych miejsc, które mają jakieś defekty i uwagi zwracać nie powinny!
Chcę się podzielić z Wami swoimi spostrzeżeniami – wszystko na podstawie własnych doświadczeń. Pojedyncze drobinki w rozświetlaczu NIE wyglądają ładnie. Sprawiają wrażenie, że coś się do tej twarzy przykleiło, niczym brokat (dobre tylko na dyskotekę) – nie prezentuje się to naturalnie. Zatem NIE kupujmy takich z drobinkami. Po drugie – dziewczyny, które mają bardzo tłustą cerę NIE powinny go używać.
Moja bardzo się błyszczy, natomiast mam to szczęście, że odziedziczyłam po mamie skórę bez trądziku. Drobne wypryski, oczywiście, czasem się pojawiają, ale nie spędzają mi snu z powiek – słowem, nie mam na co narzekać.

Rozświetlacz do twarzy wyeksponuje skórę z rozszerzonymi porami i wypryskami. Jednak jeśli jest ich więcej na przykład na nosie, nie ma powodu, by nie nałożyć rozświetlacza na kości policzkowe. Ja robię to tak: nakładam bronzer tuż pod kośćmi policzkowymi, w skórę nad bronzerem nakładam nieco rozświetlacza, a potem oba kosmetyki rozcieram różem.
Kolejny mój sekret to wtarcie rozświetlacza w kąciki oczu – oczywiście, nakładamy tylko odrobinkę. Ten trik stosuje Ewka – jej oczy wyglądają dzięki temu na nieco większe. Od tygodnia też stosuję i polecam! 🙂
