Która nastolatka nie ma problemów z cerą? Podobno są takie… Ja niestety do nich nie należę:/ Najgorsze jest to, że najbardziej błyszczy mi się nos. Wielki kulfon pomiędzy oczami – po ojcu! Z czołem i brodą też nie jest dobrze, ale troszkę lepiej.
Pudry przynoszą poprawę na chwilę – latamy z Ewcią co przerwę do łazienki, żeby się poprawić (niedługo M. pomyśli, że mam jakieś problemy gastryczne:P), ale i tak wiecznie się błyszczę! Wyczytałam, że najlepszy efekt można uzyskać, jeśli przed pudrowaniem oczyści się skórę bibułkami matującymi. Trochę bałam się wydać ostatni grosz (w sprawach kieszonkowego ojciec jest nieprzebłagany), ale okazało się, że kosztowały nieco ponad 10 złotych. Zdecydowałam się na te zamknięte w uroczym ruloniku, z łańcuszkiem z boku, ale następnym razem wezmę te nasączone pudrem – Ewka mówi, że nie niszczą makijażu i nie trzeba mieć przy sobie tego drugiego kosmetyku, więc to bardzo praktyczne. W każdym razie bibułki zbierają nadmiar sebum z twarzy, dzięki czemu przestajemy się błyszczeć i wyglądamy bardziej świeżo!

Teraz z Marcepankiem (to mój piesek – mały Golden Retriever) na spacer, a potem siadam nad zadaniem z matmy;/ Bibułki matujące do kieszeni – nigdy nie wiadomo, kogo i kiedy się spotka 😉
